Jak ready-to-wear staje się ready-to-print

Fot. www.continuumfashion.com
Już dobrych kilka lat temu moda zaczęła zauważać pachnący świeżością świat druku 3D. W czasach popularności mierzonej liczbą like’ów wybił się projekt nowojorskiego studia Continuum pod niewiele mówiącą nazwą N12.

Gdy patrzy się na powyższe zdjęcie, nietrudno się domyślić, że projektem było bikini stworzone w 100% z elementów wydrukowanych na drukarce 3D. Natomiast N12 oznacza materiał, z którego to bikini wykonano: Nylon 12. Niewątpliwy atut stanowiła jego charakterystyka, zapewniająca nieprzemakalność kostiumu. Drukowany plastik nie jest elastycznym materiałem, więc stworzenie iluzji tkaniny wymagało zbudowania bikini z drobnych okrągłych elementów, które po połączeniu dawały z daleka złudzenie prawdziwego ubrania. Projekt był pierwszym ready-to-wear powstałym przy użyciu technologii 3D. Aby wejść w posiadanie opisanego cuda, wystarczyło zapłacić odpowiednią kwotę – produkt przysyłano klientowi w formie gotowej do założenia (ready-to-wear). Continuum nigdy nie planowało dzielić się swoim wynalazkiem, a zatem nigdy nie udostępniło modeli 3D. Według mnie był to projekt niezwykle interesujący, ale jednocześnie dość ograniczony. Druk 3D daje nieskończone możliwości personalizacji, której tutaj próżno szukać. Continuum nie rozwiązało też problemu różnorodności sylwetek potencjalnych klientek – bikini oferowano w jednym rozmiarze.


Po tym nieśmiałym wejściu mody w świat 3D zaroiło się od nowych projektów ubrań, dodatków oraz – chyba najpopularniejszych – butów drukowanych w tej technologii. Do grona zainteresowanych należała firma obuwnicza United Nude, znana z zamiłowania do futurystycznego designu. Zaprosiła ona do współpracy pięcioro znanych artystów (m.in. Zahę Hadid i Bena van Berkela) i stworzyła pięć modeli czółenek przyszłości, które zdecydowanie odbiegają wyglądem od codziennych szpilek. Buty, stworzone na wystawę pod szyldem „Re-inventing Shoes”, nie zawitały niestety do sprzedaży detalicznej. Zważywszy na skomplikowanie modelu i wątpliwą wytrzymałość materiału, myślę, że ich wartość użytkowa była znikoma. Na zdjęciach prezentują się jednak niesamowicie. Odważne fantazje na temat butów przyszłości zainteresowani mogli podziwiać podczas Milan Design Week w kwietniu tego roku. Niestety modele nie zostały udostępnione.
Mamy drugą połowę roku 2015 i świat mody wreszcie zauważył, o co tak naprawdę chodzi w druku 3D. Danit Peleg z Izraela, w ramach dyplomu na uczelni Shenkar College of Engineering, Design and Art, postanowiła stworzyć kolekcję ubrań ready-to-wear, które można wydrukować bezpośrednio na drukarce 3D we własnym domu. Przygotowanie około 10-elementowej kolekcji zajęło autorce dziewięć miesięcy. To dość długo, ale gdy spojrzymy na finalne projekty, misternie zbudowane z drobnych elementów, zauważamy ogrom pracy włożonej w zaprojektowanie nie tyle ubrań, ile całych kinetycznych konstrukcji. Ze względu na swoją charakterystykę stroje poruszają się w określony sposób podczas chodzenia lub chociażby podrzucania do góry. Zachęcona filmem, otworzyłam stronę internetową Danit, gdzie spodziewałam się przeczytać coś więcej na temat tej niesamowitej kolekcji. Na jednej z podstron znalazłam informacje o procesie tworzenia prototypu koronkowej tkaniny z plastiku i eksperymentach z rodzajami filamentów. Dowiedziałam się też, ile czasu kosztowało autorkę wydrukowanie całej kolekcji. Strona nie umożliwia jednak pobrania modeli, dzięki którym już jutro byłabym w stanie wydrukować w domu podobną spódnicę:
Niedawno na Human Tech Art gościliśmy Magdalenę Baranowską z projektem „Na protezę”. Magda – tak jak Danit Peleg – wierzy w ideę tworzenia własnych akcesoriów modowych w domowym zaciszu. Poszła jednak o krok dalej: zamierza przenieść podejście open source, znane w kręgach programistycznych, na grunt mody. Wybrała sobie dość sprecyzowaną grupę docelową, ponieważ projektowała dla osób po amputacjach nóg. Jej pomysłem są obudowy na protezę podudzia drukowane w technologii 3D. Pomagają one nadać protezie nowy wygląd, dostosować ją do okazji, nastroju czy stylizacji danej osoby. Obecnie Magda tworzy stronę, na której zamierza umieścić wskazówki, jak wydrukować nakładkę na protezę w domu, na własnej drukarce 3D. Oczywiście nie jest to proste zadanie, ponieważ – tak jak przy ubraniach – pojawia się problem rozmiarówki. Nakładka musi idealnie pasować do protezy, aby nie tylko cieszyła oko, ale też okazała się bezproblemowa w użytkowaniu. Bardzo kibicuję Magdzie, bo jeśli ten projekt jej się uda, to myślę, że spełnienie marzeń o wydrukowaniu idealnej spódnicy będzie już pestką.
Moda coraz odważniej wkracza w świat nowych technologii. Może warto się zastanowić się, czy rzeczywiście jesteśmy świadkami rewolucji, czy to tylko chwilowy trend. Możecie nazwać mnie sceptykiem, ale drukowanie ubrań w domu wciąż wydaje mi się bardzo odległym marzeniem. Posiadanie wysokiej jakości drukarki 3D, dostępność odpowiednich materiałów do druku i odpowiednia konfiguracja sprzętu to bardzo ważne elementy skomplikowanej układanki. Jeśli czegokolwiek zaniechamy, stracimy możliwość wydrukowania takiego obiektu, jaki sobie wymarzyliśmy. Musimy też pamiętać o gabarytach dzisiejszych domowych drukarek – pozwolą nam one wydrukować jedynie kawałki ubrań, z których będziemy zmuszeni samodzielnie, ręcznie skonstruować całość stroju.

Czas pokaże, czy prêt-à-porter rzeczywiście stanie się prêt à imprimer.
Trwa ładowanie komentarzy...